niedziela, 26 lipca 2015

Rozdział 7

                         Pov Luke
              Siedziałem z Justinem i ze wszystkimi nad komputerem nad którym mogliśmy znależć Jasmine. Nikt jej nie znalazł. No kurde ile można szukać.Wreszcie po godzinie  Michael znalazł, bardzo się ucieszyłem z tego powodu bo naprawdę ją lubię nawet nie sądziłem że ona jest taka miła i radosna, jest naprawdę świetna pod każdym względem. O jezu ten jej uśmiech przebija wszystko te usta malinowe.  Jak ja bym chciał ją pocałować,moje myślenia przerwał Calum :
              - Stary ja do ciebie mówię - powiedział
              - Tak.A co mówiłeś - oznajmiłem
Calum zaśmiał się z mojej odpowiedzie.
              - Stary o czym ty myślałeś - powiedział siadając obok mnie
              - Myślałem o Jasmine - oznajmiłem
Calum popatrzył na mnie zdziwiony bo nie spodziewał się takiej odpowiedzi.
              - Nie martw się pojedziemy do niej i ją odbijemy. Bądz ku dobrej myśli - uśmiechnął się do mnie
Mam taką nadzieje że nic jej się nie dzieje.
                           Pov Jasmine
               Siedziałam na krześle i płakałam nie wiedziałam co zrobić. A oni są bez litośni, biją mnie praktycznie co godzinę.Wszystko mnie boli nie mówiąc już o żebrach. Widzę jak otwierają się drzwi. o nie tylko nie to.Wszedł jakiś murzyn do środka i pyta się :
              - Jak tam słoneczko?
Nic nie odpowiedziałam.Podszedł do mnie i odwiązał mi sznury,podniósł mnie i rzucił na materac i zaczął mnie całować po szyi  chciałam go odepchnąć ale dostawałam w twarz.Zaczął to robić brutalnie płakałam nie miałam już sił.Poddałam się a on to wyczuł i zjechał swoimi dłońmi do moich spodenek, odpiął wszystko i wsadził tm rękę to mojej kobiecości. Płakałam o mój boże on mnie zgwałci.
                             Pov Luke
                Byliśmy na miejscu  wyciągneliśmy wszyscy bronie i wyszliśmy z samochodu i poszliśmy w kierunku halli ja poszedłem od tyłu domu razem z Ashtonem a Justin z Calumem poszli od głównego wejścia.Michael ze snajperką jest na wzgórzu.Justin z Calumem pierwsi weszli a my potem by zejść na dół. Usłyszałem strzały o kurwa który to taki mądry. Spojrzałem na Ashtona który kiwnął głową że mnie bedzie osłaniać. Wszedłem w głąb i usłyszałem że ktoś idzie schowałem się za ścianą .Wyjrzałem i zobaczyłem Chrisa zapinającego spodnie. O kurwa zgwałcił ją. Szedł z bronią w moim kierunku. Poczekałem jeszcze chwile skierowałem głowę do Ashtona ten skinął głową. Zaczął do niego strzelać podszedł do niego a ja szybko pobiegłem do pokoju.Wszedłem do tego zasranego pokoju i ujrzałem płaczącą dziewczynę, spojrzała na mnie przestraszona więc powiedziałem:
                 - Nie bój się mnie to ja Luke
Wstała prawie przewracając się chwyciłem ją ,a ona się do mnie przytuliła i to bardzo mocno.Odwzajemniłem to .
                  - Ja ...tego...nie...chciałam.....na ..prawdę - Jąkała się
                  - Ja wiem słońce wiem że tego nie chciałaś...Wiem skarbie już dobrze jestem przy tobie - oznajmiłem .
Wziąłem ją na ręce i wyszliśmy.Szlochała w moje ramię skinąłem do Justina że już w porządku.Wszedliśmy do samochodu i ruszyliśmy.Justin odezwał się:
                  - Czemu on jest bez koszulki?
Przytuliła się do mnie mocniej ,pocałowałem ją w czoło i odpowiedziałem:
                  - Bo ...- nie wiedziałem co mam im powiedzieć- on ją zgwałcił
Spojrzeli na mnie zszokowani,ale nie Justin wiedziałem że jest zły i to bardzo.Dojechaliśmy pod dom Justina,wysiadłem pierwszy trzymając ją.Gdy Justin otworzył mi drzwi położyłem ją na kanapie.Popatrzyłem
na nią a ona słabo się do mnie uśmiechnęła a ja to odwzajemniłem. Justin podszedł i widziałem że płakał więc odszedłem.
                             Pov Justin
               Kiedy ją zobaczyłem muszę coś z tym zrobić. Podszedłem do niej cały zapłakany a Luke to zauważył i odszedł. Pogłaskałem ją po główce a ona wtuliła się we mnie i się rozpłakała.Spojrzałem na chłopaków a oni byli smutny, ale spojrzałem na Luka a on się rozpłakał i wyszedł na taras. Po paru minutach usnęłam mi wiec odszedłem od niej i poszedłem za Lukiem .Palił spokojnie papierosa dalej płacząc.
               - Wszystko w porządku? - zapytałem się
Spojrzał na mnie smutno i powiedział:
               - To moja wina.Mogłem tam jeszcze zostać do by do tego nie doszło - powiedział łamiącym się głosem
               - To nie twoja wina spokojnie.Damy radę pomożemy jej, nie wiń się - pocieszałem go.
Podszedł do mnie przytulił się. Boże ten chłopak się chyba się w niej zakochał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz